Sólveig Anna: Zrobiłabym to właśnie teraz

Opublikowane przez Efling w dniu

Zadziwiające jak niewielu polityków poparło nasze żądania podwyższenia minimalnego wynagrodzenia do 425,000 koron. Pomimo wszystkich obowiązków spoczywających na politykach, nie wyobrażam sobie, że mają dzisiaj jakiekolwiek ważniejsze zadanie niż wsparcie pracownic i pracowników, przede wszystkim tych nisko opłacanych, w ich walce o sprawiedliwy podział kapitału.
Konieczność wsparcia pracowników mogę argumentować w rozmaity sposób. Oczywiście pierwszym i najważniejszym uzasadnieniem byłoby dążenie do sprawiedliwości. Sytuacja, w której część ludzi musi żyć w ubóstwie, podczas gdy inni żyją w luksusie jest zwyczajnie niesprawiedliwa.

Musimy tu pamiętać o dzieciach. Społeczeństwo w którym szanuje się i docenia wysiłek wszystkich to społeczeństwo w którym nasze ​​dzieci mogą czuć się dobrze. Warto uczyć dzieci, że można i należy starać się o dobre i wartościowe, piękne życie.

Kolejny argument to ochrona środowiska. Jeśli naprawdę chcemy walczyć z zagrożeniem klimatycznym, musimy walczyć z podziałami klasowymi i nierównością, które zatruwają cały świat. Jaki sens ma zwiększone opodatkowanie benzyny czy mięsa, gdy niektórzy ludzie nigdy nie zastanawiają się, ile i co kupują, podczas gdy inni muszą liczyć każdą koronę? Takie regulacje tylko zwiększą antagonizmy klasowe, a ci, którzy mają najmniej, po prostu wyjdą na tym najgorzej.

Zdaję sobie również sprawę, że popularnym rozwiązaniem wśród polityków jest dalej „eksperymentować” na warunkach życia społeczeństwa. Nie dziwi mnie zatem, że politycy chcą iść dalej właśnie tą drogą. To klasa pracująca będzie w pierwszej kolejności ponosić koszt takich „reform” i „eksperymentów” mających ponoć na celu ochronę środowiska, którego degradacja jest wynikiem rabunkowego jego traktowania przez kapitalistów.

Wspierałabym pracownice i pracowników również z powodów czysto pragmatycznych i zdroworozsądkowych. Stabilność gospodarki i społeczeństwa (bardzo często „stabilność” jest określana jako cel polityczny w Islandii, szczególnie po kryzysie 2008 – E.R.) nie jest możliwa do osiągnięcia bez działań na rzecz poprawy warunków życia wszystkich jego członkiń i członków. W kraju, w którym koszt życia jest najwyższy w całej Europie, nie trzeba będzie długo czekać na wzrost niezadowolenia społecznego. Jest to oczywiste w sytuacji, gdy wynagrodzenia są niskie, a podatki dla przeciętnego pracownika są nieznośnie wysokie. (Rodziny o niskich dochodach na Islandii są poddane obecnie jednemu z najwyższych obciążeń podatkowych w krajach OECD). Jest niewiarygodnie nierozsądne sądzić, że w tym samym kraju, jedni ludzie mogą być zastraszeni i zmuszeni do zaakceptowania tak ciężkich warunków życia, podczas gdy inni wiodą życie zupełnie komfortowe, życie bez żadnych zmartwień. Politycy dążący do stabilności społeczeństwa nie mogą udawać, że nie widzą tego, zupełnie uzasadnionego, niezadowolenia.

Zrobiłabym to w końcu w imię praw kobiet. Nie mogę sobie wyobrazić walki o podstawowe prawa kobiet, które powinny być wolne od wszelkiego rodzaju przemocy, przy jednoczesnym lekceważeniu warunków ich życia. Jest dla mnie zupełnie oczywiste, że kobieta o niskich zarobkach, która jest skazana na sprzedaż swojej pracy po dyskontowej cenie w społeczeństwie, w którym nawet skromne życie słono kosztuje, jest zmuszona cierpieć i znosić rzeczy, których nikt z nas nie powinien doświadczać.
Praca kobiet jest niezwykle ważna, a nawet kluczowa dla Islandii. Kobiety zarabiające podstawową stawkę pracują w branży turystycznej i w hotelach. Są tam absolutnie niezbędne i możemy śmiało powiedzieć, że bez ich pracy cały przemysł turystyczny nie zarobiłby złamanego grosza. Pracują, utrzymują porządek niezbędny dla całego społeczeństwa, bez ich pracy żadne instytucje i firmy nie mogą poprawnie funkcjonować. Kobiety pracują także w przetwórstwie rybnym. Bez ich pracy eksport ryb nie byłby możliwy. Praca kobiet jest zupełnie niezbędna dla funkcjonowania społeczeństwa. Ich wysiłek spotyka się jednak z wyjątkową znieczulicą i lekceważeniem. Kobiety dominują w działalności która w przeszłości (historycznie) w ogóle nie była opłacana. To właśnie takie miejsca pracy przeznaczone są dla kobiet, gdzie wykonuje się zwaną pracę opiekuńczą, w przedszkolach, domach opieki, szpitalach i szkołach. Gdyby kobiety te nie wykonałyby swojej pracy całe społeczeństwo stanęło by w obliczu zupełnego paraliżu.

Dlatego akceptacja stanu rzeczy, w którym kobiety, których wkład w utrzymanie społeczeństwa jest tak fundamentalny, miałyby się zadowolić przysłowiowymi okruszkami z pańskiego stołu jest niedorzeczna i po prostu wstrętna.

Kobiety skorzystają na podniesieniu płacy minimalnej. To dla nich szansa na niezależność, spełnienie swoich celów i marzeń. Jeżeli płaca minimalna wzrośnie, kobiety będą mogły mniej pracować (np. nie brać tylu nadgodzin – E.R.), z pewnością polepszy się ich zdrowie psychiczne i fizyczne. Będą mogły spędzać więcej czasu ze swoimi dziećmi. Wyższa płaca minimalna oznacza po prostu lepsze życie dla kobiet i to jest fakt, na który nikt nie może przymykać oczu.
Gdybym była polityczką, nie wahałbym się poprzeć żądań pracowników i pracownic o niskich płacach za podniesieniem płacy minimalnej do 425,000 koron. Powodów by być „za” jest bardzo wiele. A jednym z najważniejszych byłoby skończyć z absurdem, którego nie możemy już dłużej tolerować: w roku 2019, w kraju, który szczyci się osiągnięciami w kwestii praw kobiet, kobiety są nadal niezwykle mocno obciążane i ograniczane przez ich sytuację ekonomiczną. Jest zupełnie nieakceptowalne, żeby w sytuacji w której nasza kapitalistyczna, gospodarka nie mogłaby przetrwać dnia bez kobiecej siły roboczej, zmusza się kobiety do tego, by ich życie było codzienną walką o przetrwanie.
Nie możemy sobie pozwolić na to, by obwieszczać z hukiem światu jakich to sukcesów w kwestiach równości, praw człowieka, wyzwolenia kobiet prowadzących nas do prostą drogą do świetlanej przyszłości nie osiągnęliśmy, gdy kobiety są zmuszane do wykonywania prac opłacanych tak nisko, że nie zapewniają im bezpiecznego i godnego życia. Osoby, które chcą przystroić się w piórka kobiecych ruchów, powinny wykazać się odwagą i wyrazić kategoryczne poparcie dla walki kobiet o niskich wynagrodzeniach o sprawiedliwość ekonomiczną.

Gdybym była polityczką, zrobiłabym to właśnie teraz.